wtorek, 24 marca 2015

Freddy Fazbears Pizza - Night 1



Zanim zaczniemy, chcę serdecznie podziękować kochanej Ari, bez której nic takiego by się nie stworzyło >w<
A więc oto pierwsze opowiadanie, które prawdopodobnie będzie najdłuższym na tym blogu. Nieskończonym, mehehehe.. >D Mam w planie wrzucenie jeszcze fanfica z gry The Last Of ust, tym razem w formie longshorta. Na początku planuję po prostu wprowadzić Williego w świat FNaF'a, czyli zapoznać ze wszystkimi postaciami, poznać charaktery i tym podobne. Będę się jednak bardziej trzymać fabuły oryginalnej gry, acz relacje mogą nieco ulec zmianie. Również pozwolę sobie wspomnieć, że w moim opowiadaniu wszystkie postacie mają formę ludzką. Tylko z takimi ich tam uszami, ogonkiem. Nieco zmieniłam czas opowiadania. Wciąż jest to tylko kilka tygodni.. Jakieś 10 załóżmy, czyli 3 miesiące. Do zamknięcia tego miejsca pozostaje półtorej miesiąca, ale rozgrywa się to zanim jeszcze Jeremy pracował, i jeszcze przed tym "pierwszym pracownikiem" o którym wspomniał Phone Guy. W mojej wersji, Phone Guy po prostu nie chce mówić o poprzednich, tragicznych śmierciach i zamiast tego po prostu zatuszuje to. Uh.. W każdym rozdziale będę dawać informacje, typu "Tytuł, gatunek etc." żebyście wiedzieli, na czym będzie się skupiał ROZDZIAŁ. Nie całe opowiadanie, tylko konkrety rozdział. Czyli rozdział z gatunkiem "romans", będzie miał w sobie dużo wątków romantycznych, a z gatunkiem "horror" będzie zawierał sceny +18. Jak mi się coś jeszcze przypomni, napiszę ^^ A tymczasem zapraszam do czytania :3

~*~

Tytuł Rozdziału: "Pierwsza noc, pierwsze wrażenie"
Gatunek: FNaF
Rating: Brak
Pary: Brak
Od siebie: Pisałam na laptopie, więc będzie pewnie wiele błędów interpunkcyjnych. Na obecną chwilę jest tylko jeden gatunek, ponieważ pierwsze noce nie będą zawierały jakichś ogromnych akcji.

----------------------------------------------------------------------

(...) Jeśli cokolwiek ewentualnie wejdzie, opuści twoją oficynę. Ah, żebym nie zapomniał! Uh.. W odróżnieniu od twoich.. poprzedników, będziesz musiał pilnować jeszcze jednego, nowego animatronika. Znajduje się w tym samym pokoju co Mangle, jednak tamtejsza kamera nie ma na tyle dużego zasięgu, byś go dostrzegł. Więc hej! Zamontowaliśmy nową kamerę. Problem rozwiązany. Ten nowy animatronik był wzorowany na styl tych starych, więc nie zdziw się, jeśli go zobaczysz. Jest nowiutki, więc raczej nie powinien się w ogóle ruszać z miejsca, ale jeśli – ta sztuczka z głową Freddiego powinna zadziałać. Chociaż jest dosyć mądrym animatronikiem.. uh, będzie ci ciężko zobaczyć go na kamerze, ale powinieneś mieć kilka sekund czasu, kiedy wejdzie do twego biura na założenie maski. Jeszcze po prostu nie wiemy jak się zachowuje, uh.. Jak się czegoś dowiem, dam ci znać. Coś jeszcze warte wspomnienia jest tak jakby nowocześniejszy wygląd budynku. (...)

NIGHT 1

-...i wtedy zły wilk wypluł babcię i Czerwonego Kapturka. Leśniczy kazał mu uciec do lasu, a sam odprowadził babcię i kapturka do ich domów. Przestraszony wilk już nigdy nie pojawił się w pobliżu ludzi. Koniec bajki.-wszystkie dzieci zaczęły bić brawa, na co lektor opuścił uszy i ukłonił się. Wtedy stojące z tyłu matki z uśmiechem zaczęły odbierać swoje dzieci, dziękując przy tym chłopakowi, który tylko odpowiadał uśmiechem. Kiedy w końcu wszyscy wyszli, a sale opustoszały, jego ciało powoli opadło na krzesło, a z ust wydobyło się westchnięcie. Lubił dzieci, owszem. Niestety, tego samego nie można było powiedzieć o dorosłych. A to dopiero pierwszy dzień w tej Pizzerii. Smukłe palce powoli przeczesały rozczochrane, srebrne włosy, zaczesując je do tyłu. Idealnie kontrastowały one z nieco szpiczastymi uszami, oraz puszystym ogonem. Ustawiając swe kończyny w oryginalnej pozycji, szare tęczówki obserwowały technika, który podszedł do niego i poczochrał go po głowie.
-Dobra robota Willy. To twój pierwszy dzień, a już cię chwalą. Odpocznij teraz sobie, bo jutro czeka cię kolejny dzień.-mówił starszy od niego mężczyzna, majstrując coś przy jego układach, znajdujących się w miejscu karku. Po chwili można było obserwować jak oczy wilka gasną, a ten zastyga nieruchomo w jednej pozycji, trzymając dłonie na książce „Opowieści Braci Grimm”. Niestety, młodziak nie był w stanie samowolnie uruchomić swego ciała, więc pozostało mu z nadzieją czekać do rana. Nie wiedział jednak, że to się za chwilę zmieni. Do tak zwanego „Książkowego Kąciku” wkradła się smukła postać. Niewidoczna w ciemności, zbliżyła się do nowego towarzysza w Pizzerii. Tuż za nią wkradły się kolejne postacie, jedna dość hałaśliwa. Ten hałaśliwy osobnik również zapalił światło w pomieszczeniu. Wokół krzesła, na którym siedział wilk zrobiło się niewielkie kółeczko, złożone z niedźwiedzia, królika, kurczaka i lisa o dwóch głowach i.. prawdopodobnie mackach. Czarna postać, teraz dokładnie widoczna, stała za nim. Był to wysoki mężczyzna i nic by go nie wyróżniało, gdyby nie jego twarz. Jego twarz bowiem cała była biała, mając tylko dwie duże, czerwone kropki na policzkach, tuż pod kościami policzkowymi. Od oczu do linii kości policzkowych prowadziły grube, lecz powoli zwężające się, fioletowe linie, przypominające ślady po łzach. Same oczy były czarne, mające jedynie białe tęczówki, wyróżniające się w tej otchłani czerni. Jego długie i kościste palce zaczęły majstrować przy kabelkach srebrnowłosego, a po chwili wystarczyło że przejechał po systemach palcem, by te zabrzęczały i włączyły się. Srebrne tęczówki znów rozbłysły, a powieki zamknęły się i otworzyły w kilku mrugnięciach. Już chciał się przywitać, jednak wtedy dostrzegł brak dzieci. Brwi w jednym momencie zmarszczyły się, wyrażając zaskoczenie, ale po chwili Willy dostrzegł te pięć postaci przy nim. Rozległ się śmiech. Teraz już sześć postaci.
-Witaj w Freddy Fazbears Pizzeria! Jak ci na imię, przyjacielu?-rozległ się ciepły głos chłopaka, który posiadał uszy królika i wyciągał w jego stronę swą dłoń. Jego twarz posiadała normalny kolor, jednak tak samo jak czarna postać, posiadał czerwone kółka.. kropki na policzkach. Można powiedzieć że to sprawiało, iż automatycznie stawał się w oczach dzieci bardziej przyjazny. Posiadał też niebieskie oczy, w tym samym kolorze wcześniej wspomniane uszy i tęczówki, choć na białym już tym razem tle. Włosy również pasowały do koloru, który dominował u chłopaka, jednak miał nieco przydługa grzywkę, która spięta była czerwoną, białą i czarną spinką. Zupełnie nie pasowały one do niebieskiego, jednak niegrzecznym byłoby zwracać na to obecnie uwagę. W drugiej dłoni zaś ściskał gitarę, która prawdopodobnie była tym instrumentem, który rano srebrnooki miał okazję usłyszeć. Wilk zamrugał zaskoczony, wstając, jednak wciąż trzymając książkę w dłoniach. Jedną z nich wyciągnął do królika, ściskając niepewnie dłoń błękitnookiego.
-Willy. Willy The Wolf. Miło mi poznać.. Eeh..-przekręcił lekko głowę, nie wiedząc jak się zwrócić do swojego towarzysza. Królik wybuchł nagle śmiechem.
-Ach, przepraszam, przepraszam, gdzie moje maniery. Jestem Bonnie. Dokładniej Toy Bonnie. Ale wszyscy na mnie wołają Bon. A cy wszyscy przyjaciele to są..-odchrząknął cicho i podszedł do pierwszej osoby.
-Toy Freddy, lub po prostu Freddie. Jest chyba najmilszym niedźwiadkiem na świecie.-wskazał na szatyna o uszach niedźwiadka pasujących kolorem do jego włosów, które były zaczesane w prawą stronę. Co dziwne, niektóre kępki włosów były w nieco jaśniejszym kolorze, podchodzącym pod miodowy, ale nie było ich wielu. Również posiadał czerwone okręgi na swych policzkach, jednak miał brązowe tęczówki i uśmiechał się w tym momencie, ściskając w dłoni mikrofon. Teraz już wiedział do kogo należał ten głos, który śpiewał piosenkę o króliczkach. Niedźwiadek przywitał się z uśmiechem, kłaniając się też przy tym lekko. Willy odwzajemnił uśmiech, odpowiadając tym samym przywitaniem. Następną osobą do jakiej podszedł królik była niższa od samego Williego dziewczyna.
-Toy Chica, którą lubimy też zwać Chicken. Czyż nie jest urocza?-na te ostatnie słowo dziewczyna kopnęła wyższego od siebie w kostkę, na co ten się za nią chwycił. Była nieco niższa od niebieskowłosego. Posiadała długie blond włosy, spięte w obecnym momencie czerwoną gumką z jajkiem w dwa urocze kucyki. Również miała czerwone kropki na policzkach i złote oczy. A w dłoni miała tackę, na której widniała plastikowa, różowa babeczka z biało-niebieską świeczką. Wilk uśmiechnął się lekko, rozbawiony nieco tym widokiem. Przywitał się, całując wierzch dłoni dziewczyny, jak na dżentelmena przystało i podążył za królikowym chłopakiem do następnej osoby.
-Toy Foxy, choć wszyscy i tak go zwą Mangle. Nie bój się jego drugiej głowy, jest całkowicie przyjazną papugą. Te macki też nie są straszne, choć i tak od razu zauważysz, że Mangle bywa zboczony..-te ostatnie zdanie Bon wyszeptał do ucha wilka, na co ten tylko pokiwał głową. Przyglądając się temu osobnikowi zauważył, że jest on o wiele niższy, mimo że zwisał w tym momencie z sufitu. Posiadał długie, acz białe włosy, spięte w niski kuc, a grzywka była na tyle długa, by na stojąco przykryć jedno oko lisa. Posiadał on również wielką, różową kokardę, która spinała jego płaszcz. Przywitał się z uśmiechem, ale niestety Mangle nie zdołał nic zrobić, bowiem królik już pociągnął srebrnowłosego do następnej osoby. A już wyciągał te swoje lepkie macki. Willy zatrzymał swoje spojrzenie na niższym od niego chłopczyku. Na swojej głowie, którą zdobiły brązowe kosmyki, posiadał czerwono-niebieską czapeczkę ze śmigiełkiem, a w tym samym kolorze posiadał koszulkę, z tą różnicą że na niej znajdowały się dwa białe guziczki. W dłoni  trzymał balona, i uśmiechał się, szczerząc swoje białe ząbki. I na jego policzkach widniały czerwone kółka.
-To jest nasz kochany Balloon Boy, czyli w skrócie BB.-Bonnie uśmiechnął się, czochrając malca po włosach.
-A teraz nasz władca i pan prezentów, Puppet!-błękitnooki wskazał na chłopaka  tuż obok chłopca z balonikiem. Willy spojrzał na niego niepewnie, marszcząc na chwilę brwi. Jego ubranie było w całości utrzymane w czerni i bieli. Biel na twarzy okazała być się skórą, gdyż pod lekko rozsuniętym kołnierzem, szyja wciąż pozostawała w kolorze bieli. Wilk z respektem pokłonił się, choć sam nie wiedział czemu, a kątem oka mógł dostrzec uśmiech na twarzy marionetki. Kiedy się wyprostował, błękitnowłosy obrócił go szybko w swoją stronę.
-Chcesz żebym cię oprowadził? Oczywiście że chcesz! Ten budynek jest naprawdę duży, a ja ci pokażę wszystkie pokoje!-zaśmiał się królik, ciągnąc wilka w stronę wyjścia. Zapowiadała się naprawdę długa noc..
-Okej, więc to jest nasz Show Stage. Och, od razu ci powiem, nie zwracaj zupełnie uwagi na te kamery, które nas śledzą. Więc tak, tutaj zawsze występujemy przed dziećmi, które lubią nas słuchać i w tym czasie jedzą sobie pizzę, albo grają na tych Arcade Machines. Tutaj w sumie spędzamy najwięcej czasu, w sensie ja, Chicken i Freddie. Tam natomiast jest pudełko Puppeta, a tam zwykle znajduje się BB, gdzie daje dzieciom baloniki. Och.. Słyszysz tę muzyczkę? Patrz!-można było stwierdzić że Toy Bonnie był naprawdę gadatliwy, jednak Willie posłusznie spojrzał w stronę pudełka do którego podleciał, będąc tuż przy ziemi, The Puppet, zupełnie jakby był zahipnotyzowany. Wszedł do jego środka, zamykając wieko i wtedy też Willie stracił go z oczu. Królikowaty westchnął z wyczuwalnym smutkiem.
-Niestety tak to na niego działa. Zwykle ma tylko dziesięć minut czasu między dzienną i nocną wartą. Biedak, musi tam siedzieć wbrew własnej woli.-oczywiście Bon nie mógł zostawić tej akcji bez  komentarza. Nie miał jednak najwyraźniej zamiaru stać w jednym miejscu, gdyż po chwili ciągnął psowatego w stronę kolejnego pomieszczenia. A dokładniej wyszli na korytarz, gdzie naprzeciw nich znajdowały się duże drzwi z napisem „Parts/Service”. Po ich prawej stronie, acz nieco dalej znajdowały się wejścia do łazienek, zaś po lewej, tuż przy tych dużych drzwiach znajdowała się kontynuacja tego korytarza. Willy rozejrzał się z zaciekawieniem po pomieszczeniu, zwracając głównie uwagę na rysunki, a także plakaty.
-To jest korytarz, który prowadzi do łazienek. Jak wiesz, każdy ma swoje potrzeby, więc teraz będziesz mógł dotrzeć tutaj bez problemu! Tędy też prowadzi droga do naszego kochanego Stróża Nocnego. Co noc próbujemy przyjść i go wyściskać, albo przynieść mu pizzę, czy też po prostu porozmawiać, ale nagle gdzieś ucieka i pojawia się na jego miejscu Freddy.. Sam nie wiem czemu. No ale nic. Udało nam się chyba trzy razy wcześniej złapać tych stróży, ale pierwszy miał chyba zawał, drugiego to akurat złapał Mangle, ale chyba przesadził z uściskiem, a trzeci też nie wytrzymał mojego przytulaska. No ale z każdym i tak musimy się przywitać, bo w końcu wszyscy mamy dobre maniery! A dobre maniery to podstawa.-Willy zastanawiał się, czy królik nie jest zmęczony tym ciągłym mówieniem, ale najwyraźniej nie wywoływało to u niego żadnego efektu. Dawał wręcz wrażenie, że mógłby nawijać dwadzieścia cztery godziny na dobę, w tym jedną godzinę wdechów i wydechów. Jednak słuchał uważnie, bo mimo wszystko każda wskazówka była warta zapamiętania. Nawet jeśli musiał sobie streścić ten monolog. Łaskawie w końcu przeszli dalej, jednak pominęli pokój, który tak zaciekawił wilka, przechodząc do drugiej części korytarza. Nagle jednak oślepiło ich światło. Tak dokładniej to tylko Bona, ponieważ Willy odskoczył w bok od światła, które na niego na szczęście nie padało, bowiem trzymał się ściany. Królik zastygł w bezruchu, z ręką wyciągniętą do góry, jakby machał w stronę Strażnika. Kiedy światło zgasło, Will musiał odczekać dobre kilka minut, nim królikowaty do niego dołączył. A w tym czasie światło z latarki Stróża padło na niego jeszcze kilka razy.
-Tam na końcu korytarza, gdzie zaraz dojdziemy, znajduje się nasz kochany strażnik. Ale tutaj, to jest jedno z pomieszczeń gdzie siedzą dzieci i zwykle jedzą, malują i rozmawiają. Często przychodzimy tu, znaczy ja i Chicken, żeby ich popilnować. Tutaj gdzie teraz jesteśmy i w pokoju który jest na ukos do przodu od nas, zwykle znajduję się ja, a te dwa pozostałe pokoje to te, do których zwykle przychodzi nasz kurczaczek. Chociaż i tak czasem się zamieniamy, to najczęściej właśnie mnie możesz spotkać tutaj i tam, zarówno za dnia, jak i w nocy. Choć za dnia i tak pewnie nie będziesz miał okazji.. Ale to nic! Freddy zwykle tylko przechadza się po korytarzu, pilnując porządku, ale od czasu do czasu zagląda do pokoi. I Mangle też często tutaj bywa.-srebrnowłosy przekręcił nieco w bok głowę, spoglądając na rysunki na ścianach. W całej restauracji było ich naprawdę wiele, z tego co oczywiście mógł zauważyć. Na usta Toy Bonniego wpłynął delikatny uśmiech.Wyciągnął jednak chłopaka z pokoju, przechodząc po cichu ruchem skośnym do następnego pokoju, gdzie ukucnął przy wejściu do wentylacji.
-Zwykle lubię się wkradać do Oficyny przez tę wentylację. Trochę ciasno, ale jestem na tyle szczupły, żeby się przecisnąć. Przynajmniej Strażnik nie ciśnie mnie butem, tak jak ostatni zrobił to Freddiemu.. Biedak, miał potem siniaka na czole przez dwa dni! No ale w końcu wyzdrowiał. Mangle też się tędy przeciska, kiedy chce się dostać do Strażnika, ale wypełnia wtedy całą wentylację, więc ja nie mogę się przecisnąć. W pokoju naprzeciw również znajduje się wejście do wentylacji, która też prowadzi do Oficyny. Tamtędy zwykle przeciska się Toy Chica, lub też BB. A Freddy i Puppet zwykle idą korytarzem aż do oficyny. Chodź, pójdziemy teraz do Stróża!-Bon ostrożnie wcisnął się w wentylację, a jego śladami podążył Willy, który niestety uderzył w tyłek chłopaka, kiedy ten zastygł w bezruchu. A było to spowodowane oślepieniem latarką wmontowaną w kamerę. Kiedy jednak ta zgasła, królik przemieścił się do przodu. Po krótkiej chwili wyszedł, a tuż za nim Willy, pozostając jednak poza zasięgiem wzroku.. Freddiego?
-No i znowu tu jest Freddy. A gdzie Strażnik? Nie ma go. A wiesz, Freddy nigdy nic nie mówi. No i nie powie nam, gdzie jest strażnik. No ale co zrobisz, nic nie zrobisz.-westchnął niezadowolony Bon, powodując że światła zaczęły mrugać, a kiedy zgasły, wyciągnął go z Oficyny i wrócili korytarzem do głównego pokoju. A przynajmniej taki miał zamiar Bonnie, bowiem Willy zatrzymał się przed drzwiami, które wcześniej zwróciły jego uwagę. W tym momencie wydobył się zza nich jakiś odgłos, świadczący o czyjejś obecności w tamtym miejscu. Willy położył na chłodnych drzwiach dłoń i już miał je pchnąć, kiedy nagle czyjeś palce boleśnie zacisnęły się na jego nadgarstku, po chwili jednak luzując swój uścisk. Wilk automatycznie zwrócił głowę w stronę ów osoby i dostrzegł postać Freddiego. Kiedy niedźwiedź poczuł na sobie wzrok wilka, pokręcił głową, odsuwając jego rękę od drzwi.
-Kto tam jest?-spytał zaciekawiony Willy, przenosząc swoje spojrzenie na Bonniego.
-Tam znajdują się nasi starsi przyjaciele. Chica, Bonnie, Freddy i Foxy. Na razie ich niestety nie poznasz. Nie mamy możliwości wchodzenia tam. To znaczy, nie chcemy tam wchodzić. Uwierz mi, tam się zła i czarna magia dzieje.-Bon westchnął, ciągnąc zdecydowanie Williego, a tym samym obaj oddalili się od ów drzwi. Willy zmarszczył brwi, przekręcając też przy tym głowę w bok, kiedy tak wpatrywał się w królika. Ten jednak nie powiedział ani słowa,  dopóki nie dotarli do Arcade Machines. Wtedy też westchnął i zaśmiał się głupkowato.
-Pobawmy się w coś!-powiedział nagle, na co zjawiła się przy nich Toy Chica.
-Bawić? Zabawa! W co się bawimy?-klasnęła uśmiechnięta w dłonie. Willy pokręcił głowa, nie wiedząc zbytnio w co się niby mają bawić. Znał mnóstwo gier, ale nie sądził, by pasowały one do zabawy z nimi.
-Może w chowanego..?-wypalił w końcu wilk, spoglądając to na jedno, to na drugie. Oba Toy Animatroniki zmarszczyły swe brwi.
-A co to?-spytał Bonnie.
-My się zwykle bawiliśmy w wyścigi do Stróża.-dodała dziewczyna, przekręcając lekko głowę. Willy wytrzeszczył lekko oczy. Żyli z dziećmi i naprawdę nie wiedzieli w co te się bawią?
-To jest taka zabawa, gdzie jedna osoba liczy do dziesięciu, a reszta się musi schować. I ta osoba kiedy policzy do dziesięciu, musi zacząć szukać tych schowanych osób, a jak znajdzie wszystkich to wygrywa. A jak się podda, to przegrywa. Jest tylko zasada, że nie wolno się ruszać z miejsca ukrycia.-wytłumaczył spokojnie srebrnowłosy, oczekując reakcji swoich towarzyszy. Przez chwilę obaj patrzyli się na wilka, jakby analizując każde słowo które przed chwilą wyszło z jego ust, jednak po chwili wybuchli głośnym potwierdzeniem.
-To ja zacznę, a wy się chowajcie.-powiedział z uśmiechem, zasłaniając oczy dłońmi.  Powoli zaczął liczyć, żeby jego przyjaciele mieli czas na schowanie się. Słyszał ciche dreptanie za nim, które ucichło przy numerze sześć. Doliczył do końca w swoim tempie i opuścił ręce wzdłuż ciała. Dopiero teraz, kiedy było tak cicho, a on stał sam w tym pomieszczeniu, dotarło do niego, że nie zna wcale tego miejsca, w przeciwieństwie do Bonniego i Chici. Chociaż kiedy spojrzał na Scenę, widział Freddiego, który jednak wyglądał na wyłączonego.. Czyżby nie chciał włączać się do zabawy? Taka myśl przeszła przez głowę Willa. Wzruszył jednak tylko lekko ramionami i zaczął się przechadzać po pomieszczeniach, starając się zaglądnąć do każdego możliwego miejsca  ukrycia. Starał się też przy tym unikać kamer, by nie wejść w pole widzenia strażnika. Nie wiedział czemu zależało mu na pozostaniu poza zasięgiem wzroku, ale  tak sobie postanowił. Przynajmniej na tę noc.
Mijały godziny, a Willie nie był w stanie znaleźć ani dziewczyny, ani chłopaka. Z westchnięciem opadł na podłogę i uderzył się lekko książką w czoło. Jak mógł w końcu ich znaleźć, przecież on jest tu dzień, a oni - tygodnie. Nie miał szans w dorównaniu im. Chyba jednak wtedy mu się poszczęściło, bo usłyszał dźwięk dzwona, który oznajmiał że wybiła godzina szósta. Nim się obejrzał, Bonnie i Chica stali już obok Freddiego.
-Zawsze kiedy wybija godzina szósta musimy być na swoich miejscach, bo jak nie, to kompania nas wyłączy na zawsze i już nie będziemy mogli nigdy nic więcej robić. Więc szybko wracaj do siebie i po prostu pomyśl o tym jak się wyłączasz, a zobaczysz, że nawet się nie zorientujesz, kiedy cię „włączą”. W przeciwną stronę to działa tak samo. Do zobaczenia następnej nocy!-oznajmiła blondynka, podnosząc tackę z plastikową babeczką. Przybrała na usta delikatny uśmiech, a po chwili zastygła w tej pozycji. I Willy by tak się wpatrywał dobre dziesięć minut, gdyby nie dźwięk otwieranych drzwi, na które wilczek szybko pognał do kąta, w którym siedział uprzednio. Siadłszy w bujanym krześle, wziął głęboki wdech i wydech, by uspokoić myśli. Tak jak mu poradził Toy Bonnie, zaczął intensywnie myśleć o tym jak powoli się wyłącza i rzeczywiście to podziałało, gdyż nagle zapanowała ciemność, kiedy jego tęczówki zgasły, a on już nie był w stanie poruszyć żadną kończyną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz